Dziś jest niedziela, 5 luty 2012 r.

RODN "WOM" »

 
mailto:sekr@womkat.edu.plhttp://www.womkat.edu.pl

Aktualności

Nauczycielski Klub Filmowy brak miejsc

Termin: 26 października 2010r., godz. 18.00

BRAK MIEJSC

RODN „WOM” w Katowicach zaprasza do udziału w Nauczycielskim Klubie Filmowym. Projekcja filmu Jaśniejsza od gwiazd, reż. Jane Campion (prod. W. Brytania). Wykład i dyskusja w kinie „Helios” w Katowicach. Spotkanie poprowadzi Łukasz Tura.
Spotkania dla zgłoszonych osób są bezpłatne. Uwaga! Liczba miejsc jest ograniczona. Zapraszamy wszystkich zainteresowanych. Równocześnie zachęcamy do zapoznania się z recenzją filmu.

Informacje i zapisy: Pracownia Informacji Edukacyjnej i Wydawnictw, p. 73                           tel. (32) 203 66 40, e-mail: mknapik@womkat.edu.pl



Recenzja




Jaśniejsza od gwiazd
Nowy, niezwykły film Jane Campion ogląda się z początku jak urokliwy romans ubrany w XIX-wieczny kostium. Jego bohaterką jest kolejna u Campion zwykła dziewczyna z sąsiedztwa, skromnie wykształcona, za to błyskotliwie wygadana, nieco złośliwa Fanny Brawne (świetna Abbie Cornish). Ona zajmuje się głównie wymyślaniem fantazyjnych strojów i szyciem. On, wówczas niedoceniony jeszcze poeta John Keats (Ben Whishaw), pisze niezrozumiałe przez współczesnych wiersze, opiekuje się śmiertelnie chorym bratem i wydaje się melancholikiem zamkniętym na ludzi. Połączy ich to, co z początku dzieli: Keats będzie jej udzielał lekcji poezji i otworzy Fanny na świat słów, których ona nie rozumie; Fanny obudzi w nim artystę życia codziennego, który spełnienie znajdzie w dziewczynie, jakich podobno  „co najmniej kilka jest w każdym mieście”.
Związkowi Fanny i Keatsa wszyscy są bowiem przeciwni - rodzina Brawne upomina, że o małżeństwie nie może być mowy (bo on „nie ma stałych dochodów”), o coraz mocniejszą zażyłość zazdrosny jest też przyjaciel poety James Brown, który chciałby mieć Keatsa tylko dla siebie. Ale w Jaśniejszej od gwiazd typowe dla kostiumowych melodramatów konwenanse są najmniej ważne - film Campion nie mieści się ani w wąskich granicach sentymentalnego romansu, ani nie opowiada wyłącznie o walce o uczucie na przekór społecznym stereotypom.
Nowozelandzka reżyserka znakomicie ożywia kostiumowy sztafaż - w filmie pojawiają się XIX-wieczne rytuały, dystyngowane tańce i wspólne wieczorki muzykowania, ale świat Jaśniejszej od gwiazd jest na wskroś współczesny. Przyglądając się Fanny i Keatsowi, Campion odważnie, bo z niemodną dziś czułością, śledzi kolejne etapy wtajemniczenia w bliskość, budowanie miłosnego kodu, który - gdy ogląda się go z zewnątrz - wydać się może sentymentalno-banalny. Nie chodzi jednak w Jaśniejszej od gwiazd o romantyczny szał serc i ciał (związek bohaterów do końca pozostaje zresztą platoniczny), ale o spotkanie mężczyzny i kobiety, które ma ciężar, użyć wypada niemodnego dziś słowa, egzystencjalny.

Dla Campion, która zwykle pokazywała walczące o niezależność swoich bohaterek, to spotkanie kobiety i mężczyzny - jak mówiła mi niedawno w Krakowie sama reżyserka - jest „kwintesencją życia”. Doświadczeniem egzystencjalnym, które pozwala naprawdę zanurzyć się w świecie, poczuć się w nim wreszcie jak w domu. Poznać błysk spełnienia, w które wpisane jest jednak przeczucie klęski i śmierci. Euforia Keatsa i Fanny prowadzi przecież do przekonania, że wszystko jest ulotne i tymczasowe, a w każdą bliskość wpisana jest świadomość końca.

Jaśniejsza od gwiazd - choć to film na swój sposób lekki, zwiewny, uwodzicielski - okazuje się więc czymś więcej niż mistrzowsko zrealizowaną historią miłości Fanny i Keatsa. To raczej opowieść o tym, że nie ma innego wtajemniczenia w świat niż przez miłosny dreszcz, przez tę najintymniejszą bliskość, która zawsze okazuje się brutalnie krucha. Ale może dlatego właśnie jest jedynym dostępnym nam cudem?